niedziela, 6 czerwca 2010

Historia

Serdecznie Was witam.
Wprawdzie dziś miałam dodać nowe zdjęcia swego psa, ale postanowiłam, że napiszę jego historię. 
Zdjęcia wstawię potem, dobrze? 

 Zapadł wieczór. Po ulicy błąkał się słodziutki, porzucony przez właścicieli szczeniak. Nie miał do kogo się przytulić, nie miał też komu wylizać twarzy i rąk. Był sam jak palec. Marzył tylko o dwóch rzeczach: o ciepłym domu i o kochającym właścicielu, do którego mógłby się przytulić. 
 W pewnym momencie ujrzał pięknego wilczura z właścicielem. Wzbudziła się w nim iskierka nadziei. 
 Zadowolony podszedł do mężczyzny, a po chwili usiadł przed nim, a ten uważnie zaczął mu się przyglądać. Wpatrywał się w jego piękne, błyszczące jak gwiazdy na niebie oczka. 
 Po kilku minutach odwrócił się i postanowił wrócić do domu, ale serce by mu pękło, gdyby zostawił tego malucha samego na dworze pełnym niebezpieczeństw.  Zdawał sobie sprawę z tego, że szczeniaka mógłby potrącić samochód lub zagryźć wściekły pies. Wtedy miałby wyrzuty sumienia, że nie zabrał go ze sobą. 
 Przez chwilę stał i myślał, co ma począć. W końcu zdecydował, że go weźmie. Nie wiedział czy jest to dobry pomysł czy też nie, ale nie miał serca odejść jakby nic się nie stało. Wziął więc psinę na ręce i skręcił w stronę domu.
 Na początku wszystko było pięknie i cacy, ale po kilku dniach pojawił się mały problem, mianowicie maluch zaczął załatwiać swe potrzeby fizjologiczne w domu, a razem z nim wilczur, który wabił się Nero. 
 Właściciel miał już dość ciągłego sprzątania po swych pupilach. Postanowił więc oddać go lub wyrzucić.
 Następnego dnia zadzwonił do swojej znajomej, Marty i poprosił ją, aby do niego przyszła, gdyż ma problem. Ona zgodziła się i po krótkim czasie była już na miejscu. 
 Gdy ujrzała psa, nie umiała oderwać od niego wzroku. Chciała wziąć go do siebie, ale wiedziała, że jej rodzice się nie zgodzą. Sprytnie to sobie jednak obmyśliła. 
 Wiedziała, że jej siostra, Sandra 17 listopada obchodzi dwunaste urodziny. Postanowiła, że jako prezent da jej malutkiego szczeniaczka. Rodzice nie mogliby wyrzucić prezentu na ulicę. Zrobiliby ogromną przykrość swemu dziecku. 
 17 listopada, w dniu swoich urodzin Sandra siedziała przy komputerze. Najprawdopodobniej grała w gry komputerowe. 
 Nagle usłyszała otwierające się drzwi, a po chwili zobaczyła słodziutkiego, prześlicznego szczeniaka. 
 Od razu się w nim zakochała. Bawiła się w nim chyba ponad godzinę. Była najszczęśliwszym człowiekiem na całym Bożym świecie. 
 W końcu spełniło się jedno z jej największych marzeń. 
 Jej rodzice marudzili i narzekali na psa, ale wiedzieli, że musi on zostać u nich już na zawsze. Zresztą mieli za dobre serce, aby go wyrzucić. 
 Na początku maluch sprawiał małe kłopoty, ale z czasem stawał się coraz grzeczniejszy. 
 Był bardzo szczęśliwy, gdyż znalazł dach nad głową, kochających go właścicieli i michę pełną jedzenia. 
 I tak zakończyła się historia małego szczeniaczka, malutkiego Toffisia. 


A ten mały szczeniaczek, to mój Toffik. Nie miał zbyt fajnej przeszłości...
Wracając do opowiadania, to podobało się Wam? Muszę przyznać, że nie sądziłam,  że napiszę takie ciekawe i świetne opowiadanie. 
Informuję Was, że za parę minut wstawię zdjęcia mej psiny. Musicie uzbroić się w cierpliwość. 
Kończę, do zobaczenia potem!

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna